M.O., B. P.: Na początku naszej rozmowy chciałam zapytać, dlaczego zdecydowałaś się zostać wolontariuszką?

Justyna Szmigiel: Szczerze mówiąc to zostałam nią przez przypadek. Kiedy byłam w pierwszej klasie szkoły średniej w moim liceum zostało zorganizowane szkolenie dla wolontariuszy, na które się zapisałam. Nie było ono prowadzone pod konkretnym kątem. Miało nas przygotować po trochę do wszystkiego, m.in. do pracy z dziećmi, jak zmieniać pozycję człowiekowi obłożnie choremu, jak udzielać pierwszej pomocy itp. W pierwszym założeniu chciałam pracować z dziećmi. Pewnie dlatego, że je lubię. Zostałam wolontariuszką trochę pod wpływem koleżanek, trochę dlatego, że zawsze lubiłam się „mieszać” w tego typu sprawy, a teraz, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że pewnie też dlatego, żeby czuć się potrzebną. Nie wiem jak komu, ale mnie daje ogromną satysfakcję, gdy widzę uśmiech na czyjejś twarzy, a jeszcze gdy mam świadomość, że to ja go wywołałam to już jestem w siódmym niebie.

Kim są według Ciebie wolontariusze?

Kim są? Trudno powiedzieć. Na pewno nie ludźmi cierpiącymi na nadmiar czasu, jakby się komuś mogło wydawać. Według mnie, to ludzie, którzy chcą dać z siebie coś więcej, a nie tylko wegetować od poniedziałku do piątku, czy żyć zgodnie z sentencją „byle do weekendu”. Na pewno nie są to jakieś wykwalifikowane osoby stworzone do bycia wolontariuszem… Generalnie uważam, że wystarczy tylko trochę chęci i pozytywnego nastawienia do siebie i innych.

W jakich akcjach najchętniej bierzesz udział?

Generalnie chyba w takich, gdzie mam bezpośredni kontakt z człowiekiem, który potrzebuje pomocy. Przez ostatnie 4,5 roku odwiedzam pewną starszą panią, zdarzało mi się też bywać w szpitalu na różnych oddziałach (w ramach wolontariatu oczywiście, nie mówię tu o praktykach) i chyba takie formy „pracy” wolontariusza odpowiadają mi najbardziej. W zbiórkach pieniędzy czy żywności oczywiście też brałam udział ale nie sprawiają mi już takiej przyjemności.

Z kim pracujesz podczas wolontariatu? Co podoba Ci się w pracy wolontariackiej?

Pracuję (jeżeli to pracą można nazwać) głównie z ludźmi starszymi. Jak już wspomniałam, odwiedzam starszą panią i pomagam jej w codziennych sprawunkach. Nie jest to nic nadzwyczajnego, jak się można domyślać, dlatego twierdzę, że wolontariusz nie musi mieć jakiś specjalnych kursów – wystarczy chcieć.

Co mi się podoba? Wdzięczność tych ludzi. Czasem za rzeczy tak zwykłe, jak rozmowa. Udzielając się już te kilka lat, spotykając różnych ludzi na ulicy, w autobusie czy w szpitalu, podczas praktyk, zauważam ciekawą rzecz… ludziom tak naprawdę najbardziej chyba brakuje rozmowy z drugim człowiekiem. W sumie to nawet zabawne, że w dobie tak rozwiniętej komunikacji (telefony, internet) ludzie nie mają z kim porozmawiać, wygadać się. I nie jest wcale – jakby się mogło wydawać – tylko problem starszych ludzi. Moja wizyta u podopiecznej czasem trwała nawet dwie i pół godziny, z czego pół godziny na przykład sprzątałam, a przez dwie godziny gadałyśmy. Nieraz  same się z tego śmiejemy. Więc po raz kolejny powiem: wystarczą chęci, odrobinę zaangażowania i otwartości na drugiego człowieka.

Czy poleciłabyś wolontariat innym osobom?

Jak najbardziej! Zawsze powtarzam, że wolontariat działa w obie strony. Dzięki temu, że chodziłam na zbiórki, poznałam nowych ludzi. Kiedy odwiedzam podopieczną, nieraz sama jej się z czegoś zwierzam i proszę o radę… w końcu jest ode mnie starsza, a na pewno mądrzejsza. Więc mam coś w rodzaju darmowej psychoterapii. Warto czasem „wyjść do ludzi”. Już nie wspomnę o tym, jaka to przyjemność kiedy wiesz, że pomogłeś. Studenci pielęgniarstwa pewnie mogą potwierdzić, że zdarzają się sytuacje, kiedy ty tylko poprawisz komuś poduszkę, a on wychwala cię pod niebiosa i pół dnia za to dziękuje. Z wolontariatem jest tak samo… pozornie robisz rzeczy drobne, nic nie znaczące, ale dla kogoś to może być coś bardzo ważnego.

Ile przeciętnie godzin w miesiącu przeznaczasz na pracę w wolontariacie?

Nie jest to jakaś zawrotna ilość. Przyznaję, że po maturze mam trochę mniej czasu. Jest to jakieś półtorej godziny w tygodniu (do swojej podopiecznej chodzę raz w tygodniu) czyli sześć godzin w miesiącu. No, chyba, że wypadnie jakaś „akcja”, typu badania profilaktyczne czy właśnie jakaś zbiórka pieniężna, to wtedy czasem trzeba poświęcić cały dzień, ale przecież nie zdarza się to codziennie.

Czy praca wolontariusza wymaga szczególnych umiejętności? Jeśli tak – jakich?

No tu już się ewidentnie powtórzę. Bycie wolontariuszem nie wymaga jakiś specjalnych umiejętności, jeżeli już mamy patrzeć takimi kategoriami, to prędzej powiedziałabym, że musi się mieć pewne cechy charakteru. Ważne jest, żeby być otwartym, nie bać się zagadać. Trzeba umieć (a może przede wszystkim chcieć?) wysłuchać drugiego człowieka bez oceniania go. Jeżeli mielibyście ochotę na tego typu aktywność jak posiadanie konkretnego podopiecznego, wtedy bardzo ważna jest systematyczność. Trzeba mieć trochę odwagi, dużo uśmiechu i najważniejsze – chęci… i myślę że to powinno wystarczyć. Jest tyle różnych form wolontariatu, że chyba każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. Wiem, że na PWSZ jest spora grupa osób która gdzieś tam się udziela… i nie są to na pewno tylko studenci pielęgniarstwa.

Jakie trudności napotykasz w pracy wolontariackiej?

Głównie ze swojej strony… (lenistwo to straszna rzecz). przyznaję, że były takie momenty, gdy stwierdzałam, że albo nie mam czasu, albo nie zdążę, albo że mi się nie chce… (nigdy mimo tego nie rezygnowałam z wolontariatu, ale ponarzekać sobie nie raz musiałam), ale tak naprawdę da się wszystko ogarnąć, wystarczy tylko odrobina organizacji. Co do trudności nie z mojej winy, to niechęć ludzi w stosunku chyba ogólnie do wolontariuszy (chodzi mi głównie o zbiórki) i biurokracja… niestety.

Co przede wszystkim zyskałaś dzięki temu, ze jesteś wolontariuszem?

Pewność siebie, to na pewno. Morze satysfakcji i ocean wdzięczności. Nauczyłam się doceniać rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam, albo uważałam, że mi się po prostu należą. Nieraz, jak mi się „włączy tryb narzekania”, to w pewnym momencie uderzam się otwartą dłonią w czoło i mówię sobie: „Daj spokój, przecież ludzie mają gorsze problemy”. Wiem, że jak mnie ktoś posłucha, czy poczyta to, co piszę na temat wolontariatu, to może sobie pomyśleć, że jestem szurnięta albo coś w tym stylu… kiedyś też tak myślałam o ludziach, którzy opowiadali podobne „brednie”… póki sama nie spróbowałam. Tak więc zachęcam, jeśli nie wierzysz, przekonaj się sam, co możesz zyskać.

Dziękujemy za poświecony czas.

Wywiad przeprowadziły studentki z kierunku Pielęgniarstwa.

 

Wywiad ukazał się w kwietniowym wydaniu Biuletynu

Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Stanisława Piogonia w Krośnie.

Wywiad z Justyną Szmigiel – studentką III roku pielęgniarstwa, wolontariuszką

 

M.O., B. P.: Na początku naszej rozmowy chciałam zapytać, dlaczego zdecydowałaś się zostać wolontariuszką?

Justyna Szmigiel: Szczerze mówiąc to zostałam nią przez przypadek. Kiedy byłam w pierwszej klasie szkoły średniej w moim liceum zostało zorganizowane szkolenie dla wolontariuszy, na które się zapisałam. Nie było ono prowadzone pod konkretnym kątem. Miało nas przygotować po trochę do wszystkiego, m.in. do pracy z dziećmi, jak zmieniać pozycję człowiekowi obłożnie choremu, jak udzielać pierwszej pomocy itp. W pierwszym założeniu chciałam pracować z dziećmi. Pewnie dlatego, że je lubię. Zostałam wolontariuszką trochę pod wpływem koleżanek, trochę dlatego, że zawsze lubiłam się „mieszać” w tego typu sprawy, a teraz, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że pewnie też dlatego, żeby czuć się potrzebną. Nie wiem jak komu, ale mnie daje ogromną satysfakcję, gdy widzę uśmiech na czyjejś twarzy, a jeszcze gdy mam świadomość, że to ja go wywołałam to już jestem w siódmym niebie.

Kim są według Ciebie wolontariusze?

Kim są? Trudno powiedzieć. Na pewno nie ludźmi cierpiącymi na nadmiar czasu, jakby się komuś mogło wydawać. Według mnie, to ludzie, którzy chcą dać z siebie coś więcej, a nie tylko wegetować od poniedziałku do piątku, czy żyć zgodnie z sentencją „byle do weekendu”. Na pewno nie są to jakieś wykwalifikowane osoby stworzone do bycia wolontariuszem… Generalnie uważam, że wystarczy tylko trochę chęci i pozytywnego nastawienia do siebie i innych.

W jakich akcjach najchętniej bierzesz udział?

Generalnie chyba w takich, gdzie mam bezpośredni kontakt z człowiekiem, który potrzebuje pomocy. Przez ostatnie 4,5 roku odwiedzam pewną starszą panią, zdarzało mi się też bywać w szpitalu na różnych oddziałach (w ramach wolontariatu oczywiście, nie mówię tu o praktykach) i chyba takie formy „pracy” wolontariusza odpowiadają mi najbardziej. W zbiórkach pieniędzy czy żywności oczywiście też brałam udział ale nie sprawiają mi już takiej przyjemności.

Z kim pracujesz podczas wolontariatu? Co podoba Ci się w pracy wolontariackiej?

Pracuję (jeżeli to pracą można nazwać) głównie z ludźmi starszymi. Jak już wspomniałam, odwiedzam starszą panią i pomagam jej w codziennych sprawunkach. Nie jest to nic nadzwyczajnego, jak się można domyślać, dlatego twierdzę, że wolontariusz nie musi mieć jakiś specjalnych kursów – wystarczy chcieć.

Co mi się podoba? Wdzięczność tych ludzi. Czasem za rzeczy tak zwykłe, jak rozmowa. Udzielając się już te kilka lat, spotykając różnych ludzi na ulicy, w autobusie czy w szpitalu, podczas praktyk, zauważam ciekawą rzecz… ludziom tak naprawdę najbardziej chyba brakuje rozmowy z drugim człowiekiem. W sumie to nawet zabawne, że w dobie tak rozwiniętej komunikacji (telefony, internet) ludzie nie mają z kim porozmawiać, wygadać się. I nie jest wcale – jakby się mogło wydawać – tylko problem starszych ludzi. Moja wizyta u podopiecznej czasem trwała nawet dwie i pół godziny, z czego pół godziny na przykład sprzątałam, a przez dwie godziny gadałyśmy. Nieraz  same się z tego śmiejemy. Więc po raz kolejny powiem: wystarczą chęci, odrobinę zaangażowania i otwartości na drugiego człowieka.

Czy poleciłabyś wolontariat innym osobom?

Jak najbardziej! Zawsze powtarzam, że wolontariat działa w obie strony. Dzięki temu, że chodziłam na zbiórki, poznałam nowych ludzi. Kiedy odwiedzam podopieczną, nieraz sama jej się z czegoś zwierzam i proszę o radę… w końcu jest ode mnie starsza, a na pewno mądrzejsza. Więc mam coś w rodzaju darmowej psychoterapii. Warto czasem „wyjść do ludzi”. Już nie wspomnę o tym, jaka to przyjemność kiedy wiesz, że pomogłeś. Studenci pielęgniarstwa pewnie mogą potwierdzić, że zdarzają się sytuacje, kiedy ty tylko poprawisz komuś poduszkę, a on wychwala cię pod niebiosa i pół dnia za to dziękuje. Z wolontariatem jest tak samo… pozornie robisz rzeczy drobne, nic nie znaczące, ale dla kogoś to może być coś bardzo ważnego.

Ile przeciętnie godzin w miesiącu przeznaczasz na pracę w wolontariacie?

Nie jest to jakaś zawrotna ilość. Przyznaję, że po maturze mam trochę mniej czasu. Jest to jakieś półtorej godziny w tygodniu (do swojej podopiecznej chodzę raz w tygodniu) czyli sześć godzin w miesiącu. No, chyba, że wypadnie jakaś „akcja”, typu badania profilaktyczne czy właśnie jakaś zbiórka pieniężna, to wtedy czasem trzeba poświęcić cały dzień, ale przecież nie zdarza się to codziennie.

Czy praca wolontariusza wymaga szczególnych umiejętności? Jeśli tak – jakich?

No tu już się ewidentnie powtórzę. Bycie wolontariuszem nie wymaga jakiś specjalnych umiejętności, jeżeli już mamy patrzeć takimi kategoriami, to prędzej powiedziałabym, że musi się mieć pewne cechy charakteru. Ważne jest, żeby być otwartym, nie bać się zagadać. Trzeba umieć (a może przede wszystkim chcieć?) wysłuchać drugiego człowieka bez oceniania go. Jeżeli mielibyście ochotę na tego typu aktywność jak posiadanie konkretnego podopiecznego, wtedy bardzo ważna jest systematyczność. Trzeba mieć trochę odwagi, dużo uśmiechu i najważniejsze – chęci… i myślę że to powinno wystarczyć. Jest tyle różnych form wolontariatu, że chyba każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. Wiem, że na PWSZ jest spora grupa osób która gdzieś tam się udziela… i nie są to na pewno tylko studenci pielęgniarstwa.

Jakie trudności napotykasz w pracy wolontariackiej?

Głównie ze swojej strony… (lenistwo to straszna rzecz). przyznaję, że były takie momenty, gdy stwierdzałam, że albo nie mam czasu, albo nie zdążę, albo że mi się nie chce… (nigdy mimo tego nie rezygnowałam z wolontariatu, ale ponarzekać sobie nie raz musiałam), ale tak naprawdę da się wszystko ogarnąć, wystarczy tylko odrobina organizacji. Co do trudności nie z mojej winy, to niechęć ludzi w stosunku chyba ogólnie do wolontariuszy (chodzi mi głównie o zbiórki) i biurokracja… niestety.

Co przede wszystkim zyskałaś dzięki temu, ze jesteś wolontariuszem?

Pewność siebie, to na pewno. Morze satysfakcji i ocean wdzięczności. Nauczyłam się doceniać rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam, albo uważałam, że mi się po prostu należą. Nieraz, jak mi się „włączy tryb narzekania”, to w pewnym momencie uderzam się otwartą dłonią w czoło i mówię sobie: „Daj spokój, przecież ludzie mają gorsze problemy”. Wiem, że jak mnie ktoś posłucha, czy poczyta to, co piszę na temat wolontariatu, to może sobie pomyśleć, że jestem szurnięta albo coś w tym stylu… kiedyś też tak myślałam o ludziach, którzy opowiadali podobne „brednie”… póki sama nie spróbowałam. Tak więc zachęcam, jeśli nie wierzysz, przekonaj się sam, co możesz zyskać.

Dziękujemy za poświecony czas.

podkarpackie

 15

 

3

 

12 

5

neuvoo-1 


interviewme
7

6

1 

 4

8

 

a0001


lider-rzeszowskiego-sld-szefem-wup-w-rzeszowie


ohp logo big

 

10

  

14

 2

 

money-logo

 

MONSTER WORLDMARK